2010-08-29

Kartuzy - Somonino - Kościerzyna - Chojnice - Krzyż - (Wrocław Mikołajów)

W poprzednim odcinku: Pan Psofometr, bohatersko budząc się o czwartej rano, zdąża na pociąg TLK, którym z Wrocławia jedzie do Gdyni. Stamtąd na pokładzie szynobusu Przewozów Regionalnych dociera do Kartuz. Dalej nie jedzie, bo pociąg też dalej nie jedzie. Jakie przygody czekają go kolejnego dnia wyprawy? Czy przeżyje? Czy zdoła wrócić do Wrocławia niebezpiecznymi pociągami, w których przecież gwałcą i rabują? Zostańcie Państwo z nami...

Drugi dzień wycieczki poświeciłem na powrót do domu. Zaliczenie ogryzka do Kartuz było głównym celem całej wyprawy, ale będąc w tak ciekawej kolejowo okolicy postarałem się, by podczas powrotu do domu przypomnieć sobie bardzo przez mnie lubiane, a dawno nie odwiedzane linie. Pogoda byłe lepsza niż w sobotę. Słoneczko świeciło, błękitne niebo zachęcało do spacerów i podróży, a ciastka i kawa w cukierni na rynku w Kartuzach smakowały wyśmienicie. Sam rynek też sympatycznie wygląda, podobnie jak śródmiejski deptak. Dużo kwiatów i zieleni, czysto. Na urzędowych budynkach dwujęzyczne tablice po polsku i kaszubsku. Dziedzictwo dziadka z Wehrmachtu zapewne, w końcu dla Prawdziwych Polaków Kaszubi to coś jeszcze gorszego niż Ślązacy, znani wsród nich jako zakamuflowana opcja niemiecka. Szkoda swoją drogą, że na stacjach takich dwujęzycznych tablic nie ma. W Niemczech na przykład bywają. Ale o Niemcach było w jeszcze poprzednim odcinku, czas popchnąć akcję. Czekając w niedzielny poranek na powrotny pociąg do Somonina (w innym kierunku się koleją z Kartuz wydostać niestety nie da) przyjrzałem się najbliższym okolicom dworca. Jak się okazało, obfitują one w pomniki i tablice pamiątkowe. Na samym dworcu takie tablice wiszą aż dwie: na cześć stulecia kolei w Kartuzach (trochę w kontekście obecnej sytuacji wyglądająca na karcącą) i patriotyczna polsko-kaszubska, że nie ma Polski bez Kaszub i Kaszub bez Polski też nie. I ani słowa o zakamuflowanych opcjach. Niedopatrzenie. Oprócz tego niedaleko dworca stoi pomnik kolejarzy poległych w walce z faszyzmem (niemieckim, ma się rozumieć) i drzewo - pomnik przyrody. Żebyśmy nie zapomnieli, że jesteśmy w Kaszubskim Parku Krajobrazowym. Wchodząc na peron czułem się trochę jak podczas przejeżdżania przez kolejne stacje magistrali węglowej - znowu chyba Matrix się zepsuł. Przy tym samym peronie, w tym samym miejscu stał ten sam SA103 co wczoraj. Z którego wyszedł ten sam konduktor. Na szczęście nie było panny młodej, bo bym chyba wrzasnął i zaczął się szczypać w różne miejsca. Do pociągu schodziło się coraz więcej ludzi, odjechaliśmy z większością miejsc zajętych. Miał być weekendowy pociąg dla mieszkańców Trójmiasta wyjeżdżających w jego okolice, wyszedł pociąg dla mieszkańców Kartuz jadących na weekendową rozrywkę i zakupy. Dobre i to. Ważne, że ludzie jeżdżą. Na obrazkach poniżej dworzec autobusowy w Kartuzach i jeszcze kilka ujęć z dworca kolejowego.

2010_08_29_10_01_21_Kartuzy-PKS.jpg2010_08_29_10_01_31_Kartuzy-dworzec.jpg2010_08_29_10_05_14_Kartuzy-dworzec.jpg2010_08_29_10_05_42_Kartuzy-dworzec.jpg2010_08_29_10_06_05_Kartuzy-dworzec.jpg2010_08_29_10_11_16_Kartuzy-dworzec.jpg2010_08_29_10_15_39_Kartuzy-dworzec.jpg

Kto dobrze się przypatrzy ostatniemu ze zdjęć, zauważy że o ile napisu "Kartuzy" nie udało się wyświetlić gdyńskim kolejarzom, o tyle z "Gdynią" poszło im lepiej. Może to po wódce weselnej? Do Somonina dojechaliśmy w ekspresowym tempie. Kilka osób wysiadło na przesiadkę do Kościerzyny, większość została w pociągu. Korzystając z kilku minut czasu do przyjazdu pociągu z Gdyni, zrobiłem szybki obchód stacji, kierując obiektyw na różne interesujące miejsca i widoki. Stacyjka w Somoninie jest mała, z mikroskopijnym holem, w którym zaskakuje widok czynnej kasy. Wisi też ciekawy rozkład jazdy. Wakacyjnego pociągu Arrivy do Władysławowa na nim ma. A w zasadzie jest, ale pod hasłem "Gdańsk". Logiczne, prawda? Zaś o pociągach do Kartuz informuje jedynie wywieszona obok ulotka, na tablicy odjazdów ich nie uwzględniono. Przed dworcem widoki typowo wiejskie. Drzewa, domki, bruk. Spodziewałem się ujrzeć nadjeżdżający od strony Gdyni kolejny SA, tymczasem widok był znacznie przyjemniejszy - na horyzoncie ukazały się trzy światełka, które im były bliżej, tym bardziej było widać, że należą do lokomotywy. Konkretnie do SP32, która wraz z dwoma bonanzami stanowiła skład pociągu. Hura! Pogoda piękna, skład wagonowy, można robić fotki! A nie robić fotek podczas podróży przez Kaszuby to ból. SA z Kartuz do Gdyni odjechał w jedną stronę, nasz pociąg (z lokomotywą, dziękuję Wam, Przewozy Regionalne!) w drugą. Poniżej na obrazkach stacja w Somoninie, a na niej SA103 do Gdyni i SP32 z pociągiem do Kościerzyny.

2010_08_29_10_44_21_Somonino.jpg2010_08_29_10_44_41_Somonino.jpg2010_08_29_10_45_25_Somonino.jpg2010_08_29_10_45_32_Somonino.jpg2010_08_29_10_45_56_Somonino.jpg2010_08_29_10_50_17_Somonino.jpg

Dla zmodernizowanej SP32 dwie bonanzy to żaden ciężar, więc wystartowaliśmy z Somonina niczym radziecka rakieta. Wnętrze bonanzy również zmodernizowane, ani śladu po skajowych siedzeniach. Mnóstwo rowerów w przedsionkach, ludzi na oko tak na 75% zapełnienia. Patrząc na to, po ile osób wysiadało na każdym kolejnym przystanku można śmiało założyć, że z Gdyni pociąg wyjechał zapakowany ludźmi po sufit. Ruszyliśmy na południe opuszczoną wczoraj magistralą węglową. Krótki odcinek do Kościerzyny był pierwszą od bardzo dawna moją podróżą "prawdziwą" koleją. Prawdziwą, czyli z otwieranymi oknami, bez drutu nad głową i z lokomotywą na czele składu. W dodatku z przyzwoitą, oscylującą między 80 a 100 km/h prędkością, z którą ciężko nieraz jechać pośpiesznym, a tu dasię nawet dwubonanzowym osobowym. Wybudowana przed wojną magistrala, ówczesna duma Polski, trzyma się ciągle solidnie. Fajnie, że akurat w tak pięknych okolicznościach przyrody i przy krystalicznie czystym powietrzu i błękitnym niebie przyszło tę podróż zacząć. Zacząć, bo już niestety nie skończyć. Przed Kościerzyną zaczęło się chmurzyć, a nawet lekko padać, wysiadaliśmy z pociągu pod niebem łudząco podobnym do wczorajszego - burym i ponurym. Ciekawa jest historia tego odcinka linii węglowej. Przed jej budowa istniała bowiem lokalna linia z Kościerzyny do Kartuz, wybudowana na początku XX wieku (jej częścią jechaliśmy też na odcinku Kartuzy - Somonino), którą wykorzystano do poprowadzenia tego pięknego krajobrazowo, ale trudnego technicznie odcinka. Jednak między Kościerzyną a Gołubiem Kaszubskim trasę przesunięto, dopiero od Gołubia biegnie ona tak jak linia pierwotna. Pewnie dlatego na tym odcinku linii nie ma w większości charakterystycznych dworkopodobnych budynków stacji, nadających całej linii matriksowy charakter. Poniżej na zdjęciach kolejne przystanki, dawne stacje, obecnie przystanki - Sławki, Wieżyca (tu akurat matriksowy dworzec stoi), Krzeszna, Gołubie Kaszubskie (jedyna czynna stacja między Somoninem a Kościerzyną) i Skorzewo.

2010_08_29_10_55_48_Slawki.jpg2010_08_29_11_02_08_Wiezyca.jpg2010_08_29_11_05_14_Krzeszna.jpg2010_08_29_11_12_03_Golubie_Kaszubskie.jpg2010_08_29_11_17_48_Skorzewo.jpg

Jak widać po ilości stacji, z Somonina do Kościerzyny daleko nie jest. Pociąg, mimo krętości linii, mknie chyżo. Więc podróż, niestety, trwa krótko. A szkoda. Dlaczego szkoda? Popatrzcie, jak tam ładnie!

2010_08_29_10_56_35_Slawki.jpg2010_08_29_10_59_32_Slawki.jpg2010_08_29_10_59_53_Slawki.jpg2010_08_29_11_02_34_Wiezyca.jpg2010_08_29_11_03_50_Wiezyca.jpg2010_08_29_11_10_00_Krzeszna.jpg2010_08_29_11_13_19_Golubie_Kaszubskie.jpg2010_08_29_11_22_49_Koscierzyna-dworzec.jpg

Ostatni obrazek przedstawia już semafor wjazdowy Kościerzyny. Wjeżdżamy do niej pod wiaduktem linii z Chojnic, którą za dwie godziny ruszymy dalej. Stacja, mimo że węzłowa i to aż, niegdyś, czterokierunkowo, wygląda bardzo kameralnie. Mały i nieciekawy, pudełkowaty dworzec w czeskim stylu ,bez długiego peronu, jedynie z małym "wybiegiem" od strony torów, odgrodzonym płotkiem. Przejście dla pasażerów w poziomie torów i tylko dwa perony. Rozmiary stacji widać dopiero po przejściu na przeciwległy do dworca kraniec peronu. Łukiem ciągną się aż po horyzont tory, semafory na końcu tego łuku ledwo widoczne. Obok stacji solidna, wielka, betonowa wieża ciśnień. Podobna (choć mniejsza) do wyburzonej niedawno wieży w Braniewie. Ale pusto. Żadnych wagonów towarowych, przy sąsiednim peronie jedynie przypominajacy zabawkę malutki dwuczłonowy szynobusik SA104, którym pewnie pojedziemy później do Chojnic. Nieliczni wysiadający szybko uciekli do miasta. Wielu ich nie było, większość pasażerów opuściła pociąg na pośrednich przystankach, wyruszając na zwiedzanie kaszubskiej Szwajcarii i Pojezierza. Niedzielna, południowa, obiadowa pora to czas gnuśności, sytości i nieruchawości. Także na dworcu kolejowym. Nasza SP32 przejechała wzdłuż peronu, zajęła miejsce na drugim końcu składu, gotowego w ten sposób na mającą zastąpić za kilkadziesiąt minut podróż powrotną. I to był cały ruch. Gdy się skończył, zapanował długi bezruch. Cóż było robić? Na miasto ruszać jedynie. Co prawda jest Kościerzyna siedzibą skansenu kolejowego, ale skansen to też bezruch. Wolę ruch. A ruch to miasto. Niespełna dwie pozostałe do odjazdu pociągu do Chojnic zostały na jego zwiedzanie prawie w całości poświęcone. Muszę się tam jeszcze kiedyś wybrać, bo całe centrum akurat było intensywnie remontowane i przebudowywane. Teraz pewnie już pięknie wygląda. Ale to już niekolejowy temat, więc sza! Obrazki ze stacji w Kościerzynie poniżej.

2010_08_29_11_23_39_Koscierzyna-dworzec.jpghttp://psofometr.pl/galerie/displayimage.php?pid=49052010_08_29_11_28_23_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_28_43_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_29_44_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_32_50_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_33_19_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_41_56_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_42_25_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_42_41_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_42_50_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_43_07_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_11_44_02_Koscierzyna-dworzec.jpg

Po półtoragodzinnym zwiedzaniu miasta na stacji nic kompletnie się nie zmieniło. Poprawiła się natomiast pogoda. Deszczowe chmury zastąpiło ostre słońce, a niepokojący chłodek - przejmujący upał. Przy jednym peronie spał dalej nasz były pociąg z, a obecnie do Gdyni, a przy drugim stał, czekając na odjazd do Chojnic, kanciasty i zabawkopodobny SA104. Interesujący to pojazd, bo we flocie PR rodzynek - w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku wyprodukowano tylko jeden taki, na bazie niewiele liczniejszej serii SN81. Co ciekawe, w przeciwieństwie do pochodzących od drezyn SN81, od początku był wyposażony w toaletę, i to w układzie zamkniętym, co w owych czasach w PKP było niebywale nowoczesne. Dziś ciasne wnętrze z nadmuchem spalin do przedziału pasażerskiego i wygląd zewnętrzny od razu zdradzają jego wiek i pochodzenie z epoki pierwocin polskiego przemysłu szynobusowego, gdy konstrukcje były tanie, toporne i byle jakie. Jeździ toto, owszem, ale w środku hałas jak w kabinie traktora, siedzenia twarde i niewygodne, toaleta tak malutka, że niejeden się do niej nie zmieści, a śmierdzi spalinami jak w starych autosanach. Klapy wentylacyjne w dachu też ma jak autosan. Oto kilka obrazków z wnętrza tego jednorazowego wybryku Kolzamu.

_2010_08_29_12_59_17_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_12_59_55_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_13_00_34_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_14_34_28_Mecikal.jpg2010_08_29_14_44_10_Powalki.jpg

A tak prezentuje się nasz SA104 w konfrontacji z młodszym o 15 lat produktem PESY, który przyjechał z Gdyni tuz przed naszym odjazdem, przywożąc sporo ludzi na przesiadkę. Bo samych pasażerów z Kościerzyny to może trzech by się znalazło. Jak widać na zdjęciach jeden z członów oznaczony jest jako SA104 (silnikowy, bardziej spalinami śmierdzący) a drugi, bez silnika, jako SA122. Przy sąsiednim peronie widać stojący skład pociągu, którym przyjechaliśmy z Somonina.

2010_08_29_13_12_42_Koscierzyna-dworzec.jpg2010_08_29_13_13_05_Koscierzyna-dworzec.jpg

Wkrótce po przyjeździe SA132 z Gdyni ruszyliśmy w tym samym kierunku, z którego dwie godziny wcześniej przybyliśmy. Na początku wzdłuż "węglówki", potem nad nią na zachód w stronę Lipusza, gdzie skręciliśmy na południe. Linia jest tak chytrze poprowadzona, że z której by strony wagonu nie usiąść, i tak przez jakiś kawałek trasy będzie się miało słońce w oczy. Z Kościerzyny wychodzi w kierunku północnym, zdążając zarazem do położonych na południu Chojnic... A że pora była okołopołudniowa, słońce stało wysoko i świeciło ostro, co niestety fatalnie odbiło się na jakości zdjęć z większości przystanków, które musiałem robić przez zapaćkane szyby. SA104 ma co prawda otwierane okna, ale, podobnie jak w nowszych szynobusach, są to jedynie uchylne lufciki. Między Kościerzyną a Chojnicami znajdują się dwie czynne stacje - Lipusz i Brusy. Lipusz to węzeł, z którego kiedyś można było dojechać do Bytowa i dalej do Sławna przez Korzybie, dzięki trójkątnemu układowi nie zmieniając kierunku jazdy przy podróży w każdą stronę. Stacja leży w dolnym, południowym wierzchołku trójkąta, gdzie łączą się linie Chojnice - Kościerzyna i Lipusz - Korzybie. Górnym, północnym ramieniem trójkąta jest łącznica między nimi, którą, z ominięciem stacji, można przejechać z Kościerzyny do Bytowa. Są plany wznowienia ruchu pasażerskiego do Bytowa, linia jest ciągle czynna w ruchu towarowym, więc są i jakieś szanse. Dalej, w stronę Korzybia, jest niestety zamknięta i nieprzejezdna. Poniżej na obrazkach kolejne przystanki pociągu: Garczyn, Łubiana, Lipusz, Lipuska Huta, Kalisz Kaszubski, Dziemiany Kaszubskie (tu w miesiąc później, 28 września 2010, wydarzył się tragiczny wypadek na przejeździe drogowym, w którym zginął maszynista), Raduń i Lubnia.

2010_08_29_13_27_51_Garczyn.jpg2010_08_29_13_32_17_Lubiana.jpg2010_08_29_13_41_04_Lipusz.jpg2010_08_29_13_45_12_Lipuska_Huta.jpg2010_08_29_13_49_31_Kalisz_Kaszubski.jpg2010_08_29_13_54_38_Dziemiany_Kaszubskie.jpg2010_08_29_14_00_50_Radun.jpg2010_08_29_14_06_16_Lubnia.jpg

Jak dało się zauważyć na zdjęciach, większość przystanków jest bardzo zadbana. Mimo że dworce dawno już dworcami nie są, wyglądają porządnie, a kilka z nich sprawia wrażenie niedawno odmalowanych. Bardzo to kontrastuje z przystankami na liniach głównych, na które często bez bólu oczu patrzeć nie można. W Brusach zatrzymaliśmy się na dłużej, bo wypadło nam tu krzyżowanie z pociągiem z Chojnic do Kościerzyny. Stacyjka w Brusach to żywy skansen niegdysiejszej kolei lokalnej. Dworzec z czerwonej cegły z kanciapą dyżurnego ruchu i jednocześnie nastawnię dysponującą wewnątrz, kształtowe semafory i obecnie nieobsadzona nastawnia wykonawcza. Nieobsadzona, ale czynna, więc pan dyżurny po wykonaniu swych czynności w kanciapie na dworcu wsiada na rower i jedzie na drugi koniec stacji, by tam poprzestawiać wajchy i semafory. Potem wjeżdża pociąg z Chojnic, odjeżdża w swoją stronę, i pan znowu wsiada na rower, pedałując w południowym upale ku drugiej nastawni. I tak PLK oszczędza na etacie, PR i jego pasażerowie dostają bonusowe minuty postoju, a ja okazję do zrobienia zdjęć w miejscu, w którym pewnie bym takiej okazji nie miał. Popatrzcie.

2010_08_29_14_13_18_Brusy.jpg2010_08_29_14_13_24_Brusy.jpg2010_08_29_14_13_34_Brusy.jpg2010_08_29_14_13_50_Brusy.jpg2010_08_29_14_14_18_Brusy.jpg2010_08_29_14_14_54_Brusy.jpg2010_08_29_14_15_10_Brusy.jpg2010_08_29_14_17_31_Brusy.jpg2010_08_29_14_17_46_Brusy.jpg2010_08_29_14_19_19_Brusy.jpg2010_08_29_14_21_44_Brusy.jpg

Między Brusami a Chojnicami są tylko trzy przystanki: Żabno, Męcikał (za młodu okrutnie mnie ta nazwa bawiła) i Powałki.

2010_08_29_14_26_02_Zabno_kolo_Chojnic.jpg2010_08_29_14_30_38_Mecikal.jpg2010_08_29_14_41_49_Powalki.jpg

Po ich przejechaniu malutki pociążek zatrzymał się na ogromnej stacji w Chojnicach.

2010_08_29_14_52_47_Chojnice-dworzec.jpg

Stacji tym bardziej swym ogromem porażającej, że o tej porze kompletnie pustej. Niedziela, ruchu towarowego brak, pusta przestrzeń z błyszczącymi w słońcu szynami i falującym nad nimi rozgrzanym powietrzem. Świetne miejsce do kontemplacji. Ale pokontemplować tu pewnie będę miał jeszcze okazję. A zwiedzić miasta może już w przyszłości się nie uda. Albo nie będzie się chciało. Więc zamiast dumać nad swym smutnym losem i jeszcze smutniejszymi perspektywami kolei na ziemi kaszubskiej, wolałem przeznaczyć niecałą godzinę pobytu w Chojnicach na spacer na tamtejszy, bardzo ładny i zadbany, rynek. Po powrocie na stację ujrzałem ją już ludną i gwarną. Przy kasach stała kolejka, a na peronach zbierały się coraz liczniejsze grupy ludzi. Zbliżała się bowiem pora wielkiego zjazdu i odjazdu pociągów na prawie wszystkich, gęsto zbiegających się tu liniach. Chyba najliczniejszy tłumek czekał na peronie drugim, z którego miał odjechać pociąg do Krzyża. Ludzi przybywało, pociągu ani widu, ani słychu, Przy innych peronach składy stały już podstawione, w końcu dała się słyszeć zapowiedź, że "pociąg REGIO z Piły jest opóźniony 20 minut", i, zapewne w związku z tym "z przyczyn technicznych pociąg REGIO do Krzyża odjedzie około 20 minut później" Znaczy, coś wielkopolskiego (zapewne jakiś większy SA) przyjedzie z Piły, wysadzi ludzi, zabierze nowych i wróci tam, skąd przyjechało. A póki nie przyjedzie, jest czas na robienie zdjęć na o każdej porze i przy każdej pogodzie fotogenicznej stacji w Chojnicach.

2010_08_29_15_34_59_Chojnice-dworzec.jpg2010_08_29_15_37_00_Chojnice-dworzec.jpg2010_08_29_15_37_42_Chojnice-dworzec.jpg2010_08_29_15_41_03_Chojnice-dworzec.jpg2010_08_29_15_41_26_Chojnice-dworzec.jpg2010_08_29_16_01_45_Chojnice-dworzec.jpg

Opóźnionym pociągiem z Piły okazał się wielkopolski SA132. Gospodarni Wielkopolanie postanowili nie zmarnować ani centymetra kwadratowego jego wnętrza, upychając w nim fotele dla pasażerów w dziwnym układzie - po trzy w rzędzie po jednej stronie wagonu i po dwa w drugim. Dodatkowo rzędy owe ustawili bardzo blisko jeden za drugim. Dzięki temu osiągnęli, jak to określił Kazik (ten, co to ściga za cytowanie swoich tekstów. Zobaczymy), "efekt różnoraki". Po pierwsze: zmieścili w jednostce rekordową liczbę miejsc siedzących, po drugie: uczynili przejście między nimi wyjątkowo wąskim, po trzecie: ilość przestrzeni dla pojedynczego pasażera i jego bagażu ograniczyli do minimalnego minimum. Co przy dość długiej jeździe z Chojnic do Krzyża, i stopniowym zapełnianiu, a od Piły już przepełnianiu się pociągu czyniło podróż mało wygodną, a jej uczestników narażało na dotkliwe bóle różnych części ciała. No a poza tym, jak to w naszych, nie do końca skutecznie klimatyzowanych nowych pociągach, im tłoczniej, tym duszniej i smrodliwiej. Ale taki chyba zawsze był i będzie urok podróży kolejowej w ostatni weekend wakacji. Większość siedzących i stojących w pobliżu ludzi miała spore bagaże i jechała, jak wynikało z zatroskania o skomunikowania w Krzyżu, do Szczecina i Gorzowa. Oczywiście bezpośredniego pociągu (chociażby w weekendy) z Chojnic do Szczecina zrobić niedasię. Kiedyś takich kilka jeździło, nawet przedziały miały i firanki w nich, no ale to było kiedyś, a wszystko co było kiedyś było niesłuszne. Na obrazkach stacje i przystanki między Chojnicami a Piłą: Moszczenica Pomorska, Wierzchowo Człuchowskie, Bukowo Człuchowskie, Lipka Krajeńska, Złotów (stąd kiedyś pociągiem mozna było się dostać do Terespola Pomorskiego przez Pruszcz Bagienicę), Krajenka, Dolnik, Skórka i Piła Podlasie.

2010_08_29_16_10_36_Moszczenica_Pomorska.jpg2010_08_29_16_14_19_Wierzchowo_Czluchowskie.jpg2010_08_29_16_20_06_Bukowo_Czluchowskie.jpg2010_08_29_16_29_26_Lipka_Krajenska.jpg_2010_08_29_16_44_39_Zlotow.jpg2010_08_29_16_52_40_Krajenka.jpg2010_08_29_16_57_31_Dolnik.jpg2010_08_29_17_02_41_Skorka.jpg2010_08_29_17_09_07_Pila_Podlasie.jpg

Jak widzicie na obrazkach, im dzień bardziej się ku wieczorowi chylił, tym pogoda była bardziej kraciasta. Ulewa po wyjeździe z Chojnic, promienne słońce w Lipce i Krajence, w Pile znowu deszcz, a w Krzyżu piękna tęcza (cza, cza cza, gdzie te czasy?). W Pile, zamiast oczekiwanego przez mnie Wielkiego Wysiadania, nastąpiło Wielkie Wsiadanie. Ci, co przed Piłą podróż zaczęli, jechali dalej. Kolejną stacją, która dołożyła swoje do zatłoczonego i dusznego wnętrza (mimo deszczu wszystkie lufciki pod koniec podróży były pootwierane), była Trzcianka. Fajnie widzieć na tej podupadłej, ale ciągle doskonale się trzymającej linii (GPS często pokazywał mi 100 km/h) takie zainteresowanie koleją. A mówili specjaliści od zamykanie wszystkiego co się da, całkiem poważnie mówili swego czasu, żeby pociągi między Chojnicami a Piłą zlikwidować. Fakt, było to w czasach pędzących tędy tak samo 100 na godzinę rozsypujących się poczwórnych Bhp, w których zimą na ludzi wiało i kapało, a od spodu grzało niemiłosiernie, a latem na pięterku można było paść od upału. Trochę inaczej księżycowe pomysły tej likwidacji ocenia się spoglądając zza czystej szyby błyszczącego SA132. Dla spoglądających parę lat temu przez zapaćkane okna czarnych i wypłowiałych piętrusów wydawała się być ona bardziej realną. Trochę się jednak, mimo naszej ciągłej i nie mającej rychłych szans na koniec kolejowej mizerii, poprawiło. A oto obrazki z podróży: Stobno, Biała Pilska, Trzcianka, Siedlisko Czarnkowskie, Biernatowo i Wieleń Północny. W Pile nie dało rady zrobić ani jednego zdjęcia, bo tłum napierał.

2010_08_29_17_23_09_Stobno.jpg2010_08_29_17_30_01_Biala_Pilska.jpg2010_08_29_17_34_37_Trzcianka.jpg2010_08_29_17_40_49_Siedlisko_Czarnkowskie.jpg2010_08_29_17_44_40_Biernatowo.jpg2010_08_29_17_54_29_Wielen_Polnocny.jpg

I dotarliśmy do Krzyża. Wjechaliśmy na tor przy peronie czwartym, po tradycyjnej, ostbahnowej stronie dworca. Dworzec w Krzyżu stoi między torami, po jednej stronie mając perony szczecińsko - poznańskie (pierwszy i drugi), po drugiej gorzowsko - pilskie (trzeci, czwarty i schowany gdzieś za towarowymi torami piąty, przy którym spały jakieś EN57). Tłum rzucił się do biegu na drugą stronę dworca, gdzie oczekiwał już REGIO do Szczecina. Po chwili nadjechał (też opóźniony) lubuski SA133, natychmiast po przyjeździe zmieniając się w pociąg do Kostrzyna i pochłaniając tych, którzy nie pobiegli przesiąść się na Szczecin. I zrobiło się pusto, prawie jak w Chojnicach. Bo dworzec w Krzyżu, nawet bardziej niż Chojnice, żyje tylko w czasie, gdy zjeżdżają się tu z czterech kierunków pociągi. Chojnice to spore (i stare, z tradycjami) miasto, więc jest tam też lokalne źródełko pasażerów (oczywiście nie tak obfite, by zapewnić ruch godny tak wielkiej stacji, ale jest). Krzyż to duża stacja w lesie, a obok niej wyrosłe malutkie miasteczko, które nazwę swą zawdzięcza krzyżującym się tu ważnym liniom kolejowym. Więc nie kolej dla Krzyża, ale Krzyż dla kolei istnieje, i gdy kolej odpoczywa, Krzyż też pogrąża się w letargu. Co można tu robić, czekając na pociąg do Wrocławia? Zdjęcia.

2010_08_29_18_05_04_Krzyz.jpg2010_08_29_18_05_25_Krzyz.jpg2010_08_29_18_05_59_Krzyz.jpg2010_08_29_18_07_49_Krzyz.jpg_2010_08_29_18_11_13_Krzyz.jpg2010_08_29_18_12_18_Krzyz.jpg2010_08_29_18_13_54_Krzyz.jpg2010_08_29_18_14_48_Krzyz.jpg2010_08_29_18_16_20_Krzyz.jpg

Można też, niczym kolejowe grubasy z wiersza Tuwima (ciekawe jak ten poeta podchodził do cytowania jego twórczości) siedzieć i jeść tłuste kiełbasy, bo "muszę w końcu coś zjeść", jako rzekł młody Krashan, zanim wstąpił w progi baru "Apis". Niedobrze. Cytat goni cytat, a z niego wychodzi kolejny cytat. A skoro nie ma nic do powiedzenia, lepiej milczeć. I w milczeniu zajadać tłuste kabanosy z Lidla, oczekując na zapowiedź TLK ze Szczecina do Wrocławia. Który w końcu nadjechał.

2010_08_29_18_44_01_Krzyz.jpg

Aż cztery wagony miał, pełne i grubasów, i chudzielców, i tych, co ani tacy, ani tacy. Czemu tylko cztery? Bo to łącznik do TLK Gdynia - Wrocław, którym poprzedniego dnia w sennej pochmurności toczyliśmy się do Gdyni. W Poznaniu te cztery wagoniki (tylko druga klasa) czekały czterdzieści minut na przyjazd siedmiowagonowej części gdyńskiej i do niej były dołączane. Od września w łączniku pojawił się tez wagon pierwszej klasy, ale wtedy to on mi już do niczego nie był potrzebny. Natomiast teraz bardzo by się przydał, bo po całym dniu kolekcjonowania kolejowych wrażeń kolejne, stojąco - korytarzowe, nie były mi już potrzebne. Więc niech sobie ten TLK spokojnie ludzi z peronu zabierze i w kierunku mostu na Noteci odjedzie...

2010_08_29_18_50_11_Krzyz.jpg2010_08_29_18_53_02_Krzyz.jpg

… bo za chwilę pojawi się kolejny TLK, do Zakopanego. Który co prawda po reformach rozkładowych o Wrocław już nie zahacza. Ale za to ma pierwszą klasę, jedzie tuż za zbierającym niczym odkurzacz ludzi z peronów zapchanym poprzednikiem, więc jest luźniejszy. A że tamten i tak w Poznaniu ponad pół godziny stoi, to go spokojnie dogania. I można się wtedy spokojnie przesiąść. A i na kawę by się dało wyskoczyć. Dlaczego te dwa pociągi na odcinku Szczecin – Poznań nie zostały połączone, jadąc oddzielenie w dziesięciominutowym odstępie? Nie wiem, ale było to w czasach, gdy PKP Intercity bardzo się starało, by stać się najbardziej znienawidzonym przez pasażerów przewoźnikiem w Polsce. Może to w ramach tych starań. Po chwili rzeczywiście nadjechał TLK Szczecin - Zakopane, spadkobierca chlubnych tradycji słynnych rzeźni szczecińsko - zakopiańskiej i poznańsko - zakopiańskiej razem wziętych. Długi, z "jedynką" zachęcająco bezludną.

2010_08_29_19_02_29_Krzyz.jpg2010_08_29_19_02_45_Krzyz.jpg

I tak wygodnie, bez konieczności ustępowania komuś miejsca, przez nadnoteckie lasy i podpoznańskie pola, planowo a nawet trochę wcześniej, udało się dojechać do Poznania. Gdzie stały sobie już, grzecznie czekając na przyjazd TLK z Gdyni, znane nam z Krzyża cztery wagony. Równie zatłoczone jak wcześniej. Żeby podróży dodać uroku, w przybyłej z małym opóźnieniem części gdyńskiej swój program muzyczno-poetycki wykonywali kibice Śląska, wracający z jakiegoś meczu. Drugą klasą, oczywiście. Znajdująca się na czele składu klasa pierwsza była cicha i nader skromnie zaludniona. Na Mikołajowie zameldowaliśmy się tradycyjnie lekko przed planem. Miła wycieczka była, połączonymi siłami obu Wiodących Spółek przeprowadzona, z pomocą ich sympatycznych ofert weekendowych (Bilet Podróżnika + Bilet Plus) nawet niedrogo to wyszło. Więcej kolejowych obrazków z opisami do obejrzenia w galerii. Miłych doznań.