2008-08-10

Zamość - Lublin - Łuków - Terespol - Łuków - Siedlce

Drugi dzień Wielkiego Wschodniego Zaliczania. Tym razem podróż wiodła przez serce Krainy Busów, więc można rzec by, żem do jaskini lwa zstąpił okrutnego. Pociągi z Zamościa odjeżdżają na dobę bodaj cztery, a w porywach pięć, nie dziwota, że busiarstwo kwitnie. Z Lublina co prawda pociągów kursuje dużo więcej, ale, jak twierdzi Aron, zupełnie niepotrzebnie, bo nikt nimi nie chce jeździć. Wszyscy w Lubelskiem są ekstatycznie zachwyceni, mając busy, które stanowią najwyższy możliwy stopień rozwoju komunikacji publicznej, gdyż są doskonałe, bo kursują co piec minut, mają DVD, klimę i rezerwację miejsc przez komórkę, a tego wszystkiego nie ma ani w PKP, ani w PKS, ani w MPK, ani nawet w wielu liniach lotniczych. No cóż, zobaczymy, jak to z tą niechęcią do kolei na Zamojszczyźnie i Lubelszczyźnie jest.

Kto czytał relację z poprzedniego dnia tej wycieczki wie, że pogoda była wówczas okropna. Z ogromną ulgą powitałem więc niedzielny poranek 10 sierpnia. Bo niebo było błękitne (a zupa za słona), płynęły po nim pierzaste obłoczki, a na wschodzie wstawało piękne, okrągłe, żółte słoneczko. Dobra nasza. Plan wycieczki przewidywał podróż z Zamościa do Lublina pośpiechem "San" relacji Zamość - Bydgoszcz. We wczoraj bezludnej okolicy dworca dało się zaobserwować niejaki ruch - tu i ówdzie, mimo wczesnej pory (7 rano w niedzielę) przemykały ludzkie sylwetki, zmierzające w kierunku dworca. No tak. Niedługo odjedzie pociąg, a to w Zamościu rzecz rzadka i egzotyczna. W budynku dworca mieści się także ekspozytura PKP Cargo, a w niej, m.in. urzęduje, uwaga, uwaga - PRZEDSTAWICIEL HANDLOWY. Ciekawe, czy ma wąsy?

zamosc-03.jpg

A sam dworzec jest spory, ma w środku ładny, czysty i w miarę jasny hol z jednym czynnym okienkiem kasowym, do którego ustawiła się kilkuosobowa kolejka. Zaś przy peronie pierwszym (i chyba jedynym, o ile zdołałem zauważyć) stał przy jednym torze pośpieszny "San" do Bydgoszczy, w składzie modnym tego lata: 2 x Bdhpmnu + 2 x Ad, na czele z SP32-147, tym razem w wersji klasycznej, z wielkimi reflektorami, zaś na drugim czaiła się SP32-207, z którą wczoraj przyjechało "Roztocze". Prawie wszyscy pasażerowie, wychodzący z budynku dworca (było ich kilkudziesięciu) skierowali się do dwóch piętrowych dwójek z przodu pociągu, jedynki z tyłu były prawie zupełnie puste. Oczywiście, nie mogło zabraknąć kilku kolejarzy, bardzo uradowanych, że są AŻ dwie jedynki (AŻ - słowo-motto tej wyprawy), więc będzie dla nich mnóstwo miejsca. Na obrazkach dworzec w Zamościu od strony miasta, torów, i od środka.

zamosc-02.jpgzamosc-04.jpgzamosc-05.jpgzamosc-06.jpgzamosc-07.jpgzamosc-08.jpgzamosc-15.jpgzamosc-18.jpg

Bydgoska jedynka, ostatni wagon w składzie, jest tego samego typu co wagon, który w poprzedniej relacji z bólem opisywałem - po naprawie głównej, z przeszklonymi drzwiami i nowymi fotelami (znacznie mniej wygodnymi od starych, rozkładanych). Ale jest czysta. Może dlatego, że pachnie nowością i jeszcze jej specjaliści od zapuszczania wszystkiego nie zdążyli zapuścić. Ale wszystko przed nimi. Wagon ma białe ściany. Więc nie będzie trudno. Nie wiem, co to za idiotyczny pomysł z tymi białymi ścianami w wagonach PKP, żeby wszystkie brudy było z daleka widać. Na razie jeszcze są czyste, w toaletach są mydełka, ręczniki, papier i woda, za to w przedziałach nie ma firanek. Są za to usztywniające kije do nich. Wiszą w narożnikach i się bardzo hałaśliwie telepią przy każdym wstrząsie wagonu. Nie ma też białych szmatek na oparciach, ale to już norma. Niestety.

zamosc-10.jpgzamosc-11.jpgzamosc-13.jpgzamosc-20.jpgzamosc-21.jpgzamosc-22.jpgzamosc-23.jpg

Po wizycie w pokoju zadumy zostałem w przedsionku. Jako że przez dziesięć minut jazdy z Zamościa do Zawady miałem okazję robić to, co bardzo lubię robić - czyli pstrykać fotki przez tylną szybę. Od Zawady ostatni wagon będzie pierwszym (ostatni będą pierwszymi) i możliwość robienia zdjęć się skończy. Więc trzeba korzystać, póki można. To i pstrykam - jednotorową krętą linię, przejazd przez LHS przed Zawadą (w poziomie), linię którą pojedziemy do Rejowca (po zmianie kierunku), nastawnię w Zawadzie...

zamosc-01.jpgzawada-03.jpgzawada-05.jpg

A skoro robię zdjęcia nastawni w Zawadzie, to znak, że jesteśmy w Zawadzie. Wczoraj też byliśmy. Do Zamościa z Polski można dojechać pociągiem tylko tędy. Dzisiaj Zawada wygląda ładnie. Wczoraj wyglądała brzydko. Wczoraj udało mi się tam zrobić jedną fotkę, dzisiaj będzie piętnastominutowy postój na zmianę kierunku, wiec zrobię ich więcej. Naszego pociągu przy peronie, naszej SP32 manewrującej na stacji, nowomodnych oznaczeń bydgoskiej jedynki, tablicy kierunkowej, SM48 czających się na bocznym torze... A potem ruszymy dalej, zaliczać linię do Rejowca.

zawada-06.jpgzawada-01.jpgzawada-08.jpgzawada-10.jpgzawada-11.jpgzawada-13.jpg
zawada-14.jpg

Dzień wstaje piękny i letni, ale jest dosyć chłodno. Może to zresztą tu, na wschodzie, normalne - klimat bardziej kontynentalny, zimne noce, zimne poranki, upalne dni i popołudnia. Myślałem, że pociągi (syskie cy) między Zawadą a Rejowcem jadą wolniej. Miła niespodzianka - poruszamy się całkiem rączo. Kolejna miła niespodzianka - urocza stacyjka w Ruskich Piaskach. Domeczek o kresowej architekturze, ładnie utrzymana, mała nastawnia, wszystko w zielonym gąszczu. Szkoda tylko, że psu na budę zdatny ten postój, bo nikt tam prawie nie wsiada, poza jakimś kolejarzem (i wiemy, po co postój). No, ale osobowe nie jeżdżą tędy wcale, więc pośpieszne spełniają ich rolę, i stają w różnych dziwnych miejscach. Takich jak nasz kolejny przystanek - Izbica, gdzie nie do końca wiedziałem, z której strony jest peron, i czy to już stacja, czy jeszcze nie, bo stawaliśmy dwa razy, i za każdym razem wydawało mi się, że w polu stoimy. Potem przejeżdżamy przez Krasnystaw. Niby większe miasto, ale tez jakieś dziwne. Najpierw jest stacja Krasnystaw, której w ogóle nie ma w rozkładzie jazdy pociągów pasażerskich, bo jest wyłącznie towarowa. Ale ma tory dodatkowe, nastawnie, wszystko jak trzeba. I pociąg przez nią przemyka. A potem jest przystanek Krasnystaw Miasto, który leży na jakims przedmieściu. Potem jedzie się przez las, pojawiają się w nim bloki i hale produkcyjne, i mamy kolejny przystanek - Krasnystaw Fabryczny. Oba wyglądają jak po wojnie nuklearnej - ohydne, komunistyczne, betonowo - szklane konstrukcje, wypłowiałe od słońca, pobazgrane szprejami, i żywego ducha wokół nie widać. Zwłaszcza na Fabrycznym jest upiornie. A skoro jest upiornie w słoneczny poranek, to, no cóż, nie muszę dopisywać tego, co oczywiste, o listopadowym wieczorze, prawda? Parę osób jednak na tych postapokaliptycznych przystankach wsiada. Oczywiście prawie wszyscy do piętrusów. Jedynki są ciche i puste. Po odjeździe z Krasnegostawu mijamy jeszcze podobnie wyglądającą, nieczynną stacyjkę Żulin (nie mogłem się oprzeć napisaniu o tym, i sfotografowaniu miejsca o TAKIEJ nazwie), i jesteśmy znowu pod drutem, w Rejowcu [1.09.2009 PKP Intercity zlikwidowało wszystkie pociągi pasażerskie do Zamościa, wprowadzając w ich miejsce zastępczą komunikację autobusową - dop. 17.10.2009]. Na obrazkach: Ruskie Piaski, Izbica, Krasnystaw, Krasnystaw Miasto, Krasnystaw Fabryczny oraz (tadam!) Żulin.

ruskie_piaski-02.jpgizbica-01.jpgkrasnystaw-01.jpgkrasnystaw-05.jpgkrasnystaw-09.jpgzulin-01.jpg

Kiedyś, jadąc z Zamościa do Lublina można było ominąć Rejowiec, oszczędzając w ten sposób kilkanaście minut potrzebna na zmianę kierunku jazdy. Istniała bowiem łącznica między linią Hrebenne - Rejowiec, a główną linią Warszawa - Jagodin. Teraz łącznica zarosła, a wszystkie pociągi (syskie cy) zajeżdżają do Rejowca na zmianę kierunku i przy okazji zmianę lokomotywy ze spalinowej na elektryczną. Dworzec w Rejowcu jest, o ile to w ogóle możliwe, jeszcze obrzydliwszy od tych w Krasnymstawie i Żulinie. Zmiana lokomotywy przebiega bardzo sprawnie - SP32 natychmiast po przyjeździe ucieka gdzieś do norki, z drugiej strony składu od razu podjeżdża EU07, po pięciu minutach pociąg jest gotowy do dalszej jazdy. Po co w takim razie piętnaście minut postoju? Może, żeby Pan Psofometr mógł zrobić fotki? A na fotkach: niegdysiejsza łącznica, nastawnia dysponująca, pożegnanie z zamojską SP32, budynek dworca w całej swej ohydzie i lokator (zapewne) tego nieciekawego miejsca szukający cienia.

rejowiec-01.jpgrejowiec-04.jpgrejowiec-05.jpgrejowiec-06.jpgrejowiec-09.jpg

Z Rejowca ruszamy z kopyta. Czuć różnicę prędkości między podrzędną linią z Hrebennego, a główną do Warszawy, i różnicę mocy lokomotyw. Jazda do Świdnika trwa króciutko, przynajmniej subiektywnie się to tak odczuwa, po niezbyt imponującej (acz nie tragicznej) prędkości przed Rejowcem. 42 kilometry pokonujemy w nieco ponad 25 minut. W Świdniku zatrzymujemy się na dwóch przystankach. Są odległe geograficznie o 2 kilometry, jednak pod względem wyglądu dzieli je epoka. Świdnik Wschodni (wg SRJP "Wschód") to typowy przystanek PKP -  z zarastającym trawą peronem z betonowych płyt i obrzydliwymi wiatami w nieokreślonym kolorze. Świdnik Miasto przeszedł niedawno remontik, i wygląda jak nie nasza stacja. Wszystko się tam błyszczy, peron pokryty jest nowymi płytkami, i zadaszony elegancką wiatą. Po kilku minutach od odjazdu ze Świdnika jesteśmy w Lublinie, gdzie zatrzymujemy się na nikomu (chyba) niepotrzebnym dworcu północnym, a potem dopiero na głównym. Lublin Północny pamiętam z czasów pracy w Warsie, było to ponad 10 lat temu, i już wówczas był cichy, pusty i bezludny, położony niby blisko miasta, a jakoś tak daleko od niego. Po tych 10 latach wygląda tak samo jak wówczas - dalej jest wielki, zaniedbany, brzydki i pusty. I dalej dzieli go od miasta alienująca przestrzeń. Na wszystkich postojach, od Rejowca począwszy, moglibyśmy się właściwie nie zatrzymywać - wymiana pasażerów prawie zerowa. Może dlatego, że jest niedziela? Na fotkach poniżej oba Świdniki i Lublin Północny.

swidnik_wschodni-01.jpgswidnik_miasto-01.jpgswidnik_miasto-03.jpglublin_polnocny-01.jpglublin_polnocny-03.jpg

I tak, w końcu, po wielu latach, dotarłem do Lublina. Kiedyś bywałem tu często, bo wrocławski oddział Warsu obsługiwał kilka tras mających swój początek w Lublinie: Lublin - Kołobrzeg, Lublin - Świnoujście, oczywiście Lublin - Wrocław... Zawsze miło mi się Lublin kojarzył, mimo że ostatnio to stolica polskiego busiarstwa, które z niczym dobrym już mi się nie kojarzy. I od zawsze też pamiętam niekończącą się przebudowę głównego dworca PKP. Ciekawe, co też się zmieniło przez te lata w Lublinie? Na pewno ładniej wygląda z pociągu - perony są przebudowane, co prawda pokrywa je ten sam asfalt, co kiedyś, ale wiaty mają przyjemne, jasne kolory, harmonizujące z kremowym budynkiem dworca. Który od strony torów wygląda już na w pełni wyremontowany. Przejście pod peronami się nie zmieniło - dalej te same poobtłukiwane kafelki, ale jest przestronne, jasne i czyste. O odjazdach z peronów informują w tunelu te same stare pragotrony. Od strony miasta dworzec również prezentuje się ładnie, przy wejściu do tunelu zainstalowano nowe tablice odjazdów i przyjazdów produkcji KZŁ, ale główne drzwi do budynku są zamknięte, schody do nich wiodące pokryte gruzem, i dalej wisi nad tym wszystkim tablica informacyjna budowy. Czyli remontik trwa w najlepsze. Wejść na dworzec można z boku, od strony kilka lat temu dobudowanej nowej części budynku, mieszczącej restaurację (niegdyś własność Warsu). W środku elegancko. Jak nie na dworcu PKP. Nie śmierdzi, jest, mimo upału, chłodno, działa klimatyzacja, nie widać żuli, na środku holu rzeźba przedstawiająca kompas, są automaty z kawą i napojami, można również napić się kawy w kawiarni. Dworzec rzeczywiście zasłużył na wysoką ocenę w rankingu dworców Gazety Wyborczej. Ale, jak to w PKP, nic nie jest idealne - niby ładnie, a główne wejście zamknięte. Niby elegancko, a schody przed dworcem całe w gruzie... Nieopodal mieści się dworzec PKS Lublin Południowy (dzięki, Aronie :)), gdzie zatrzymują się również (tak, tak!) BUSY. Będąc w Lublinie, nie można ich nie zobaczyć. Dworzec PKS też niewiele się zmienił. Cała ta okolica jest zresztą senna i trochę zapyziała, do centrum miasta kawałek drogi.

lublin-10.jpg

Wróćmy na dworzec PKP. Przed dworcem jest spory plac, na którym mają pętlę trolejBUSY (W Lublinie wszędzie są jakieś BUSY). Przy peronie pierwszym mieści się, uwaga, uwaga, Biuro Obsługi Klienta PKP PR. Z tegoż peronu odjedzie pociąg do Łukowa, którym zaliczymy odcinek Łuków - Dęblin. Pociąg, w SRJP oznaczony jako szynobus, to pojedynczy, niestety plastikowy, EN57. Obrazki z dworca poniżej:

lublin-02.jpglublin-07.jpglublin-04.jpglublin-06.jpglublin-13.jpglublin-18.jpglublin-21.jpglublin-22.jpglublin-23.jpglublin-24.jpglublin-29.jpglublin-33.jpglublin-34.jpglublin-37.jpglublin-01.jpg

Pociąg do Łukowa rusza z Lublina punktualnie. W środku pustawo, najwyżej kilkanaście osób. Nie robię zdjęć na odcinku Lublin - Dęblin, bo kiedyś w końcu trzeba odpocząć, coś zjeść i się napić, a poza tym nie raz pewnie jeszcze tędy pojadę, więc będzie milion sto tysięcy okazji. Do Dęblina docieramy zgodnie z planem, tamtejszy dworzec pamiętam jako jakąś niekształtną budę, jednak czytałem o jego remoncie, więc ciekaw jestem, jak też wygląda. Robi wrażenie. Zarówno budynek drewniany, jak i murowany są bardzo starannie odrestaurowane, swoją świeżością aż kłują w oczy. Czeka mnie jeszcze dodatkowa niespodzianka - przy tym samym peronie stoi jeden ze świeżo zakupionych przez województwo mazowieckie Flirtów w zielono-białych barwach KM. Cała drużyna z EN57 oczywiście idzie do kolegów z Flirta, żeby ci ich na chwile wpuścili (jednostka odpoczywa sobie i ma drzwi zamknięte) i zademonstrowali ten cud szwajcarskiej techniki, przy którym rzeczywiście plastikowy EN57, mimo że dobrze utrzymany i czysty, wygląda bardzo żałośnie. Po błyskawicznym zwiedzaniu nasi kolejarze wracają, i możemy ruszać dalej, na zaliczenie linii do Łukowa. Dęblin na obrazkach pod spodem.

deblin-01.jpgdeblin-01.jpgdeblin-05.jpgdeblin-06.jpg

Stacja w Dęblinie jest spora, głównie jej część towarowa, linia Radom - Łuków na odcinku z Dęblina do Łukowa służy zresztą głównie ruchowi towarowemu, osobowy jest tam utrzymywany trochę pro forma, i ciągle słychać bąknięcia o jego zawieszeniu. Ciekawie wygląda wyjazd z Dęblina, ponieważ linia łukowska jest wyprowadzone bezkolizyjnie, i jeden tor wybiega sporym łukiem ze stacji, by wiaduktem przeciąć tory linii warszawskiej, podczas gdy drugi odbija w tym czasie od razu na wschód. W ten sposób unika się krzyżowania torów w jednym poziomie, co, oczywiście, zwiększa przepustowość. Skutkiem ubocznym zaś jest to, że dwutorowa linia na długim odcinku wygląda jak dwie jednotorowe:

deblin-07.jpgdeblin-08.jpg

A na razie i tak ruch odbywa się po jednym torze, bo na drugim trwa remontik, pewnie związany z postępującymi równolegle pracami na magistrali E20 między Warszawą a Terespolem, z którą ta linia łączy się w Łukowie.

deblin-10.jpg

Jedziemy więc sobie tym nieremontowanym torem, ani za szybko, ani za wolno. Obok, na drugim, kopareczki i inne wesołe maszyny, ludzi w pociągu niewielu, stacje położone rzadko, tory idą prosto, wokół łąki i pola, krajobraz równinny i dosyć monotonny. Styl architektoniczny dworców, oczywiście tych starszych, wyraźnie wskazuje, że jesteśmy we wschodniej Polsce. Na każdej stacji ludzie wsiadają i wysiadają, mimo że nie jest ich może bardzo dużo, to jednak wymiana pasażerów na kolejnych przystankach pokazuje, że warto te pociągi utrzymać, bo dla kogoś jeżdżą. Rzeczywiście, lepiej sprawdziłby się tutaj wpisany w rozkładzie szynobus (a najlepiej "tramwaj" EN81) niż trzywagonowa, ciężka jednostka. Stacje częściowo w przebudowie, w większości mocno zaniedbane, dokładnie takie, jak powinny być na głębokiej prowincji. Na fotkach kolejne stacje: miło wyglądające Stawy, paskudne Ryki, zadbany Leopoldów, sielski Grabów Szlachecki, Okrzeja, gdzie staliśmy kilka minut a pan mechanik wymieniał jakieś opinie z panem z nastawni, Hordzieżka - przystanek jak przystanek, ale ta nazwa..., Krzywda, Borowina i Sarnów, niczym się nie wyróżniające, i wreszcie Łuków Łapiguz, który od właściwego Łukowa (zarówno miasta, jak i stacji o tej nazwie) leży kawałek drogi.

stawy-01.jpgryki-03.jpgleopoldow-01.jpggrabow_szlachecki-01.jpgokrzeja-02.jpghordziezka-02.jpgkrzywda-01.jpgborowina-01.jpgsarnow-01.jpghttp://www.psofometr.pl/galerie/albums/2008-08-10-1/thumb_2008_08_10_13_25_45_lukow_lapiguz-02.jpg

 W końcu, po dosyć monotonnej jeździe, docieramy do Łukowa. Tutaj dworzec też ładnie, przynajmniej z zewnątrz, odnowiony, czysty, zadbany, jednak po wejściu do środka uderza wystrój wnętrza rodem z późnego PRL, więc tylko lifting zrobiono, zachowując stare wnętrze. Ale, nie powiem, źle tam w środku nie wygląda, jest czysto, tylko że bardzo prowincjonalnie. Wiszą urocze plakaty, reklamujące muzeum Henryka Sienkiewicza, o którym pierwszy raz słyszę, i konkurs dla pracowników Grupy PKP, pod hasłem "A Ty znasz jakiegoś bohatera?". O takim konkursie też nigdy nie słyszałem, może niedoinformowany jestem. Przed dworcem mały placyk, naprzeciwko sklep spożywczy, do centrum (no, trochę to na wyrost słowo, ale niech tam) miasta spory kawałek drogi. Cicho, spokojnie, życie tu chyba płynie leniwie. Dobrze, w niedzielę wszędzie płynie leniwie, ale w Łukowie i miastach jemu podobnych szczególnie. Na ulicach pusto, ale Tesco czynne. Czynny tez bar "Ramzes" nieopodal dworca, gdzie zajeżdżają panowie na Harleyach i jest dobra kawa. Dworzec i jego okolica na obrazkach poniżej:

lukow-03.jpglukow-06.jpglukow-07.jpglukow-09.jpglukow-10.jpglukow-12.jpglukow-14.jpglukow-17.jpglukow-25.jpg

Po ponad dwóch godzinach, poświęconych na zwiedzanie Łukowa (i zakupy w Tesco) nadszedł czas na powrót na dworzec, gdzie powinien juz czekać pociąg do Terespola. I, a to sorpresa, czekał. Przy peronie drugim i ostatnim, bo w Łukowie, mimo że to znaczny węzeł, są tylko dwa perony, z czego jeden długi (właśnie ten drugi) a drugi, ma się rozumieć, krótki. Na ten krótki przyjechał nasz pociąg z Lublina. A z długiego odjedzie do Terespola. Skład identyczny - pojedynczy EN57, tym razem w wersji skajowej. Z tego samego peronu, lecz kilka minut wcześniej, odjeżdża osobowy do Siedlec, tez EN57. Fanatycy innych pojazdów pasażerskich mogą mieć w Łukowie problem... W pociągu do Terespola całkiem sporo ludzi, a miedzy nimi mocno wstawiony pan z chłopcem. Pan od rana jedzie z Warszawy do Białej Podlaskiej, już ma dosyć tej podróży, ale, jak przytomnie zauważył chłopiec, gdyby zamiast iść na piwo gdzieś tam został na dworcu, to już by dawno dojechali, i "tamte pociągi by im nie uciekły". Oto jeszcze kilka fotek z Łukowa:

lukow-27.jpglukow-02.jpglukow-28.jpglukow-03.jpglukow-05.jpg

Zabrzęczało, zasyczało, drzwi się zamknęły, i ruszyliśmy. Na wschód, dalej, na wschód. Do Terespola, gdzie przemyt, gdzie handel, gdzie spiryt. Linia między Łukowem a Terespolem jest intensywnie przebudowywana, więc mijamy raz stacje zapuszczone i zakurzone, raz świeżo zmodernizowane w ujednoliconym stylu PLK (nie wiadomo, czy to okolice Konina czy Białej Podlaskiej - te same wiaty, te same tablice, ten sam kolor płyt betonowych na peronach). I jedziemy zygzakiem, bo a to jeden tor jest wyłączony z ruchu, a to drugi. Wymiana pasażerów na każdym przystanku spora, ludzie wsiadają i wysiadają całymi rodzinami. Krajobrazy dalej równinne i rolnicze. Łąki, pola, gdzieniegdzie mały lasek, wszystko soczyście zielone. Oto pierwsze przystanki i stacje za Łukowem: Łuków Zapowiednik, Matysy, Szaniawy, Brzozowica i Misie (urocza nazwa).

lukow_zapowiednik-01.jpgmatysy-01.jpgszaniawy-01.jpgbrzozowica-01.jpgmisie-01.jpg

W Międzyrzecu Podlaskim mamy dziwny, kilkuminutowy postój. Trochę to ryzykowna zabawa, wysiadać na takiej stacyjce, bo a nuż się okaże, że wydruk z Hafasa właśnie stał się nieaktualny, i pociąg pojedzie dalej, ale z drugiej strony kusi możliwość obfocenia stacji, na której inaczej by się pewnie nigdy nie wysiadło, w dodatku w stanie jeszcze sprzed przebudowy, która ją niechybnie czeka. A jest w Międzyrzecu np. śmieszny, karzełkowy semafor, bo uchowały się tu jeszcze urządzenia kształtowe. A poza tym może przed dworcem będzie jakiś kiosk? Baterie w aparacie słabną, a do Terespola jeszcze kawał drogi. A potem będzie jeszcze powrót do Łukowa i podróż dalej do Siedlec... Przydałoby się uzupełnić aparatowi energię. Kiosku, oczywiście, nie było, dworzec w Międzyrzecu, jak większość dworców, co to je cara podwładni budowali, nie leży w centrum miasta, Ale udało się zrobić kilka ładnych zdjęć:

miedzyrzec_podlaski-01.jpgmiedzyrzec_podlaski-02.jpgmiedzyrzec_podlaski-03.jpgmiedzyrzec_podlaski-04.jpgmiedzyrzec_podlaski-05.jpg

W trakcie postoju lokalny młodzieniec instruuje pijanego pana z Warszawy, że do Białej nie jeździ się ze stolicy pociągiem, "ino busem, jak wszyscy, tera się jeździ busami". No tak. Ale co ty, młodzieńcze, w pociągu robisz w takim razie? Czyżby w niedzielę busiarz miał wolne? A to pech! Pan mało trzeźwy słucha z zainteresowaniem, pewnie następnym razem rzeczywiście z busa skorzysta. W Sitnie przy świeżo przebudowanym, świecącym nowością peronie stoi ruina budynku stacyjnego sprzed przebudowy. Zapomnieli wyburzyć, czy nie było tego w planie? Wygląda to okropnie. W Szachach świeżo wymurowane zejście z peronu kończy się w piachu, bo chodnika dalej nie ma. W Sokulach nie ma starego peronu, a nowego nie ma jeszcze. A w Porosiukach przebudowa się juz chyba zakończyła, tak się przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje. Biała Podlaska jest jeszcze nietknięta przebudową, ale to normalne - zawsze najpierw biorą się za przystanki i małe stacje, te większe zostawiając na później. Bardzo duża wymiana pasażerów w Białej, więcej osób wsiada niż wysiada, w przedziale robi się gęsto, mijamy się tu też z pociągiem do Łukowa. Oto kolejne nasze postoje na obrazkach: Sitno, Szachy, Sokule, Porosiuki i Biała Podlaska.

sitno-01.jpgsitno-03.jpgszachy-01.jpgsokule-02.jpgporosiuki-01.jpgbiala_podlaska-01.jpgbiala_podlaska-03.jpgbiala_podlaska-04.jpg

W okolicach Białej dotychczas rolnicza, pełna pól okolica staje się coraz bardziej zalesiona. Czyli - im bliżej wschodniej granicy, tym dziczej. Mijamy towarową stację w Białej, stoimy kilka minut w Perkowicach. Tu już nie wysiadam, bo stoimy nierozkładowo, zresztą nie ma za bardzo co fotografować, tylko peron i drzewa. Jesteśmy juz bardzo blisko granicy. Za Chotyłowem pociąg dwukrotnie zatrzymuje się przy ukrytych w lasach nastawniach, by zabrać, bądź wysadzić kolejarzy. Jedziemy wzdłuż wielkiej stacji przeładunkowej w Małaszewiczach. Tutaj towary z wagonów normalnotorowych są przeładowywane na szerokotorowe, i na odwrót. Stacja jest, rzeczywiście, imponująca. Błyszczące w zachodzącym słońcu tory ciągną się po horyzont, na którym widać ogromne suwnice, przeładowujące ładunki. Przy rampach i na bocznych torach stoi sporo wagonów towarowych zza wschodniej granicy. Są, jak wszystko, co "ruskie", wielkie i dosyć pokraczne. Stacja osobowa w Małaszewiczach nie zachwyca. Jeden peron, nieczynna kładka nad torami, cała grupa torów obok zarośnięta zielskiem, wszystko mocno zaniedbane i nadgryzione zębem czasu. Stacja towarowa Małaszewicze płynnie przechodzi w kolejną - Kobylany Towarowe. Wydaje mi się, że Małaszewicze są bardziej normalno-, a Kobylany bardziej szerokotorowe, o ile można to ocenić z jadącej dosyć szybko osobówki. I znowu za oknem ogromna przestrzęń pełna torów, prawie wszystkie bez drutów. Na obrazkach: Biała Podlaska Rozrządowa, Ogrodniki, Perkowice, Chotyłów, Dobrynka, Małaszewicze i Kobylany.

biala_podlaska_rozrzadowa-01.jpgogrodniki-01.jpgperkowice-02.jpgchotylow-02.jpgdobrynka-01.jpgmalaszewicze-01.jpgmalaszewicze-04.jpgmalaszewicze-06.jpgkobylany-01.jpgkobylany-02.jpg

Do Terespola wjeżdżamy równolegle z SM48, która sunie sąsiednim torem. Linia szerokotorowa odbiła w Kobylanach gdzieś w bok, omija Terespol, zostawiła jednak wyciągnięte macki, wszak w Terespolu zatrzymują się ichniejsze pociągi pasażerskie. Dworzec ma Terespol ciekawy - to, co po wyjściu z pociągu wydaje się parterem, od strony miasta okazuje się być pierwszym piętrem. Wjechaliśmy na pierwszy peron, jednostka po opróżnieniu z pasażerów bardzo szybko ucieka do norki, tymczasem przy peronie drugim odbywa się intensywne celne trzepanie pasażerów z białoruskiego pociągu, niedawno przybyłego. A przed dworcem jest plac. Nie ma tam żadnego punktu handlowego, gdzie można by kupić baterie AA. Za to jest kilkanaście kantorów. Jest też w budynku dworca sklep spożywczy. Nawet czynny, chociaż to niedzielny wieczór. Między kantorami kręcą się panowie niewiadomej narodowości, jednak o wiadomych intencjach. Lepiej trzymać dystans. Pociąg do Łukowa odjedzie lada chwila. Nikt nie zgadnie w jakim składzie. Tak. EN57. A nawet 2 x EN57. Fotek więcej nie będzie, bo aparat w końcu zeżarł baterie do końca. A zestawnienie dwujednostkowe okazało się być uzasadnione, ponieważ ten osobowy dowozi ludzi na wielce popularną rzeźnię Łuków - Szczecin (kiedyś Terespol - Szczecin), więc mimo dwóch jednostek przed Łukowem zrobił się tłok. A przecież mogliby do tego Szczecina busami jechać. Wszyscy. Dziwne. Terespol na obrazkach poniżej:

terespol-01.jpgterespol-01.jpgterespol-01.jpgterespol-03.jpgterespol-06.jpg

Tradycyjnie - skróconą wersję tego wpisu można będzie przeczytać na grupie pl.misc.kolej, dalsza część relacji, czyli co słoneczko widziało w poniedziałek, na kolejnej stronie, zaś pełna fotorelacja z podróży do Terespola jest tutaj. Zapraszam wszędzie, bardzo serdecznie, tak po terespolsku. :)

Add new comment

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.
  • Lines and paragraphs break automatically.
CAPTCHA
This question is for testing whether or not you are a human visitor and to prevent automated spam submissions.